niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 1

Byłam w jakieś czarnej uliczce z jedną lampą dającą odrobinę światła pod sobą. Ruszyłam w tę stronę. Nagle usłyszałam płacz, dobrze mi znany. 
-Jest tu ktoś? - zapytałam, ale słyszałam tylko szloch jakieś dziewczynki. Gdy się odwróciłam zobaczyłam, że pomieszczenie jest już wypełnione światłem, a na środku tej białej przestrzeni siedzi dziewczynka i płacze. Swoją twarz ukrywa w dłoniach, a jej gorzkie łzy spływają po rękach. Miała na sobie białą sukienkę i krótkie włosy. Moment. Różowe włosy.
-Jak ty masz... na imię? - zapytałam niepewnie. Dziewczynka na mnie spojrzała.
-Sakura... - nagle jej oczy stały się czarne, a z jej oczu zaczęła spływać krew. Jej ubrania przybrały plamy koloru krwistej czerwieni. 
-Czy... to jest krew?! - zapytałam i zamknęłam oczy ze strachu. "Co się ze mną dzieje?! To nie prawda!" Krzyczałam w myślach.
Nagle otworzyłam oczy i byłam w swoim pokoju. Byłam cała przemoczona od potu, a moje serce szybciej biło. Oddech był bardzo szybki. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na elektroniczny zegarek.
-Na poważnie? Piąta rano, a ja już nie śpię... - powiedziała ironicznie i opadła na poduszkę. Nie mogła znów zasnąć więc ruszyła w stronę łazienki. Wykonała wszystkie poranne czynności, a gdy wyszła z łazienki oczyszczona i spokojna było już dawno po szóstej. Mieszkała w ogromnym domu, a raczej willi wraz ze swoim wujkiem, bratem i gosposią. Jej wujek nie przebywał zbyt dużo czasu w domu, a jej brat gdzieś ciągle się gdzieś włóczył więc Sakura praktycznie siedziała tam sama. Zeszła do kuchni gdzie już poczuła te pyszne zapachy.
-Witaj Karin... - powiedziała do swojej gosposi. Nienawidziła jej. Była arogancka i zazdrościła Sakurze wyglądu. Pracowała tam tylko z powodów braku funduszy, gdyby nie to już dawno by wyśmiała Kakashiego i wyszła rzucając na odchodne "Nara frajerzy!".
-Witaj Sakuro-sama... - powiedziała z jadem w głosie. Mówiła tak tylko dlatego, że inaczej została by wywalona z pracy pomimo tego, że Sakura jest o wiele młodsza od niej. Spiorunowały się wzrokiem i wróciły do swoich czynności. Sakura właśnie sprawdzała czy ma wszystkie rzeczy do szkoły spakowane.  
-Co na śniadanie? - powiedziała znudzona. Karin odpowiedziała wypowiadając nazwę jakieś chińskiej potrawy i wróciła do pracy. Różowo włosa usiadła na krzesło i czekała na śniadanie, gdy nagle jej telefon zadzwonił.
-Halo? - zapytała znudzona, a w słuchawce usłyszała bardzo nieśmiały głos przyjaciółki, Hinaty.
-Um.. Cześć! Jak się spało? - słysząc pomruk niezadwolenia zrezygnowała. - No więc ja dzwonię, bo ja jednak nie mogę... Rozumiesz, prawda..? - Sakura od razu zrozumiała o co chodzi.
-Oczywiście, że rozumiem, a Naruto? Mam nadzieję, że chociaż on mógłby... - powiedziała spokojnie, chociaż w duszy krzyczała "Powiedź, że może!!".
-On mówił mi, że nie może i... W szkole go nie będzie przez najbliższe 2 tygodnie... Ale on bardzo przeprasza ja z resztą też! - powiedziała smutna przyjaciółka. Sakura w duszy płakała, ale przyzwyczaiła się do cierpienia.
-No dobra, trudno. Do zobaczenia w szkole. - powiedziała beznamiętnie i odłożyła swój telefon. Odetchnęła głośno i zabrał się za jedzenie przyniesionego posiłku przez Karin. Chociaż za każdym razem, gdy je jej potrawy boi się, że nie dożyje jutra. Nie chodzi o to, że są nie dobre, ale boi się czy nie dosypie jej czegoś "niestrawnego". Po zjedzeniu i wyszykowaniu się ruszyła do szkoły. Miała do niej trochę daleko, ale nie na tyle aby autobus po nią dojeżdżał. Szła powoli, gdy nagle usłyszała pisk opon. "Kolejne wariaty na drodze.." pomyślała znudzona. Szła spokojniejszą uliczką Konohy na której były prócz niej może jakieś cztery osoby. Nagle zobaczyła samochód pędzący w jej stronę. Czarne auto. Oślepiły ją światła samochodu, gdy zdała sobie sprawę, że trzeba wiać. Odskoczyła, ale potknęła się i na jej nieszczęście zza zakrętu wyjechał kolejne uto, które najwyraźniej goniło poprzednie. "Cholera!" Próbowała wstać, ale poczuła kłujący ból w kostce. "Cholera! Czy ja mam tak skończyć?!" Nagle auto zatrzymało się o centymetry od dziewczyny. Jej oczy były rozszerzone, a oddech nie równy. Nagle z samochodu wypadł dobrze jej znany blondyn.
-Sakura! Nic ci nie jest?! - zapytał przejęty, a dziewczyna się podniosła z jego pomocą.
-Naruto..? - zapytała, a z siedzenia pasażera wysiadł jej brat. Był umięśniony i starszy od niej o pięć lat. Miał brązowe włosy i zielone oczy. -Akihiro?! Co wy tutaj robicie..?! - zapytała już bardziej wściekła.
-Nie ważne, nie ma czasu! jedziesz z nami. - nie wiedziała co robić więc weszła do auta. Kostka strasznie bolała i nie wiedziała co się dzieje, co robi tu Akihiro i Naruto? Czemu gonili jakieś czarne auto? Nie wiedziała.
-Musimy ich zgubić! - krzyknął kierowca. No właśnie kto kierował? Przyjrzała się kierowcy, a on to dostrzegł w lusterku. -Cześć mała, jestem Sasuke.
-Nie żadna mała tylko Sakura... - powiedziała złowrogo, ale on się tym nie przejął i zaczął szybką jazdę. -Przed kim uciekamy? - zapytała patrząc do tyłu. Spostrzegła dwa czarne auta.
-Nie ważne nie będziemy cię w to wplątywać.. - powiedział jej brat, a ona nie wytrzymała.
-Akihiro! Jestem dorosła więc nie traktuj mnie jak dziecko i gadaj co się tutaj dzieje!! - wykrzyczała patrząc na niego wściekle.
-A więc jesteśmy gangiem, a to jest gang z którym walczymy. Bardzo się nie lubimy i teraz przed nimi uciekamy, rozumiesz? - powiedział na spokojnie czarno wsłosy. 
-Akihiro..? Dobra ty jeszcze rozumie, ale ty Naruto?! Zawsze traktowałeś mnie jak nierozważne dziecko, a sam należysz do jakiegoś gangu! To przez to nie możesz przyjść na mój występ, tak?! - krzyczała. Czuła jakby ostry nóż wchodził jej w serce.
-Moment jaki występ? - tym razem odezwał się Akihiro.
-Tak dawno cię nie były, że nie wiesz o moich postępach w jeździe na motorze i o tym, że za tydzień w sobotę mam występ... - powiedziała patrząc na widok za szybą.
-Sakurcia przepraszam! Spróbuj mnie zrozumieć... - powiedział Naruto.
-"Sakurcia" hmm? - zapytał Sasuke i zaczął się śmiać przez co dostał lekko w głowę od Naruto który siedział obok niego. -Nie ważne teraz mamy większy problem. Dzwoń do Shikamaru i powiedź, że ma przyszykować dwa auta całkiem nie wyróżniające się tam gdzie zawsze.. - powiedział do niego, a ten wyciągnął telefon i do kogoś zadzwonił.
-A więc, Akihiro pojedziesz z Naruto, a ja z tą różową. - powiedział.
-Co?! To moja siostra ja się nią zajmę! - wykrzyczał.
-To była twoja misja i ty to zawieziesz, a raczej ze sobą jej nie wieźmiesz, a Naruto nie ma prawka. - powiedział spokojnie.
-Ech... Okey. - powiedział zły brązowo włosy.
-Nie jestem jakaś "różowa" tylko Sakura i przez was już nie wejdę do szkoły... Od piętnastu minut trwają lekcje... - powiedziała zirytowana.
-Okey czyli zawiozę cię do siebie, bo raczej nie chcesz żeby wykryli gdzie mieszkasz z resztą twój wujek nie byłby zadowolony gdybyś od tak wróciła... - powiedział. Skąd tyle o niej wiedział?
-Okey... - nagle się zatrzymali.
-Akihiro, Naruto wy zielony my biały! - krzyknął patrząc na auta. Szybko wysiadłam i pobiegłam na miejsce przedniego pasażera w białym aucie. Po chwili już pędziliśmy do jego domu. "Kim on do cholery jest? I skąd tyle o mnie wie?" Myślała nie wyrażając emocji na twarzy. Nie mógł jej rozszyfrować przecież tak łatwo prawda?

Uff... Skończone! Mam nadzieję, że było w miarę OK! Niedługo kolejna część! :) 

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Prolog

Zawsze kochałam naturę i wszystko co stąpało po ziemi. Nie miałam do nikogo żalu za błędy moich najbliższych i swoje. Ojca nigdy nie widziałam na oczy a moja matka zmarła przy porodzie miała jeszcze brata, który był dla niej bardzo bliski. Mieszkałam wraz z wujkiem i właśnie bratem Akihiro, wujek jedyny chciał nas przygarnąć i za to go kocham. Nie chciałam iść do domu dziecka, broń Boże! Dobrze się uczyłam chociaż nie interesuje mnie normalne monotonne życie. Wręcz nienawidzę monotonii. To przez nią prawie popełniłam samobójstwo więc aby się wyszaleć znalazłam dość nietypowy sposób. Uwielbiam jeździć na motorze, a w szczególności po autostradach. Mogę wtedy zaszaleć, nie myśleć o wczorajszym dniu albo o jutrzejszym, istnieje tylko dzisiaj. Nie mam nic do stracenia. Co najwyżej wujka, brata i dwójkę przyjaciół, ale tylko dla nich warto żyć? Wiele zawdzięczam swoim przyjaciołom, ale nie do tego stopnia aby pielęgnować swoje życie tylko dla nich. Jestem Sakura Haruno, skończyłam osiemnaście lat pełnoletnia. Poszłam dalej się uczyć w szkole sportowej. Mieszkam z bogatym wujkiem i jestem typem samotnika. Uwielbiam ten dreszczyk ekscytacji, gdy jestem o krok od śmierci. Nie boję się jej, ale nie jestem w stanie odebrać sobie życia. Miał to być normalny dzień szkolny, ale czy aby na pewno?



Byłem kiedyś normalnym chłopcem, ale mój starszy brat splamił honor rodziny. Byliśmy rodziną, w której większość należała do policji, a mój własny brat napadł na bank wraz z kumplami i zabił kilka osób w tym dzieci. Znienawidziłem go i zrozumiałem, że istnieje jedna droga aby pozbawić go życia i zmusić do zapłaty za błędy. Muszę zagrać w jego grę.